W połowie drogi między Kostomłotami Pierwszymi i Drugimi wyrasta niewielkie wzniesienie z samotną, murowaną kapliczką. To Wzgórze Jana nazywane też Górą Jana lub Kolejówką, które w swoim wnętrzu skrywa wspaniałe skarby geologiczne. Można je podziwiać dzięki pozostałościom dawnego kamieniołomu. Nazwa wzniesienia pochodzi od kamiennej figury św. Jana Nepomucena, którą postawiono u podnóża wzniesienia, na rogu ulic Świętojańskiej i Maciejówki, kilkadziesiąt metrów od cieku wodnego wpadającego do Sufragańca.
Figura św. Jana Nepomucena
U podnóża Góry Jana, na rogu ulic Świętojańskiej i Maciejówki, stoi kamienna figura św. Jana Nepomucena — zaledwie kilkadziesiąt metrów od cieku wodnego wpadającego do Sufragańca. Ten czeski święty, nazywany tu „Nepomukiem”, jest patronem dobrej spowiedzi i mostów, a w lokalnej tradycji także opiekunem chroniącym przed powodziami. Właśnie dlatego jego podobiznę ustawiono w tym miejscu już w 1771 roku — jako znak troski o bezpieczeństwo mieszkańców i ich ziemi.
Kaplica pw. Przemienienia Pańskiego
Kaplica na Górze Jana stoi trochę na uboczu, jakby celowo nie chciała się narzucać. A jednak to jedno z tych miejsc, które najlepiej tłumaczą lokalną historię. Na początku XIX wieku droga do kościoła w Kielcach była dla wielu zwyczajnie zbyt daleka. W 1816 roku ta potrzeba zamieniła się w decyzję, a decyzja w mury.
Impuls nabrał realnych kształtów, gdy ówczesny wójt Mikołaj Żak doprowadził do budowy. Użyto czerwonego i białego piaskowca, a naroża oraz ościeża wykonano z cegły ceramicznej. Do dziś o zakończeniu prac przypomina wmurowana w ścianę płyta fundacyjna z datą 1816.
Dalsze losy kaplicy to opowieść o tym, jak budynek potrafi przetrwać tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę czuje, że jest „jego”. W okresie zaborów obiekt podupadał, a sytuację pogorszyło odebranie praw do terenu potomkom Mikołaja Żaka. Mimo to mieszkańcy Kostomłotów nie pozwolili, by kaplica zniknęła — podtrzymywali ją drobnymi datkami i doraźnymi naprawami. Z przekazów wynika, że w XIX wieku mogła też służyć jako miejsce ukrycia — czasy były takie, że dyskretne schronienie mogło ważyć więcej niż gruby mur.
Po I wojnie światowej, obok kaplicy św. Barbary, była jednym z głównych miejsc modlitwy okolicznych mieszkańców. W latach 30. opiekę nad nią przejęła pobliska straż pożarna, a sam budynek nadal pełnił rolę zastępczego „kościółka”. 17 grudnia 1939 roku przedstawiono tu mieszkańcom pierwszego proboszcza nowo utworzonej parafii — ks. Janusza Przyłęckiego. W czasie wojny kaplica bywała wykorzystywana jako schronienie, a w sierpniu 1944 roku stała się miejscem szczególnym: odprawiono tu uroczyste nabożeństwo dla zmobilizowanych oddziałów, które miały ruszyć na pomoc walczącej stolicy.
Po wojnie, gdy w Kostomłotach powstał nowy kościół, kaplica na jakiś czas zeszła na dalszy plan. Rzadziej odwiedzana, znowu zaczęła niszczeć — do tego stopnia, że w latach 50. planowano jej rozbiórkę. Zatrzymał ją sprzeciw konserwatora i kolejne zaangażowanie mieszkańców, dzięki którym obiekt wyremontowano. Gruntowny remont przeprowadzony w 2007 roku przywrócił jej charakter — a podczas prac odkryto relikwie, o których przypominają tablice w środku. Dziś latem znów odbywają się tu nabożeństwa.
Kamieniołom Mogiłki
Kamieniołom „Mogiłki” to takie miejsce, które udowadnia, że „dziura w ziemi” potrafi być bardziej fascynująca niż niejedna wieża widokowa. Kilkaset metrów od kaplicy Przemienienia Pańskiego, idąc na zachód wydeptaną drogą gruntową, trafisz do starego wyrobiska po wydobyciu skał wapiennych prowadzonym tu do końca XX wieku. Wapień szedł głównie na kruszywo – pod drogi i kolej – a dziś po robocie zostało naturalne „laboratorium” w środku Góry Jana („Kolejówki”).
„Mogiłki” brzmią tajemniczo nie bez powodu. Nazwa bywa łączona z pochówkami (bliskość kaplicy, cmentarz epidemiczny), ale najbardziej prawdopodobna wersja mówi o starych, zarzuconych szybach górniczych i znalezionych tam szczątkach zasypanych średniowiecznych górników. Do tego miejsce jest cenne nie tylko geologicznie, ale i botanicznie – od kilkunastu lat pojawiają się starania, żeby utworzyć tu rezerwat.
Jeśli lubisz konkrety w terenie: stań na dole wyrobiska i spójrz w stronę wschodnią – najlepiej widać wtedy „fantazyjny” układ skał tworzących wzniesienie. To część tzw. synkliny miedzianogórskiej; spotykają się tu wapienie, dolomity i margle dewonu górnego. W samym kamieniołomie widać też granicę między dwiema partiami skał: ciemną, jakby przypaloną linię o grubości ok. 20 cm, oddzielającą warstwy szydłóweckie od kostomłockich. A na deser – ze szczytu Kolejówki nad wyrobiskiem łapie się szeroki widok na okoliczne wzgórza i miejscowości.